sobota, 22 listopada 2014

Hej!

Jak widziałam to Ola wprowadziła was w mały błąd... Jeszcze nie kończę książki.

Dzisiaj dodam kolejne rozdziały książki(trochę więcej za to, że mnie tyle czasu tu nie było XD)

Mamy 333 wyświetleń i dodaję opcję.... Jedno słowo dziennie po islandzku/irlandzku lub hiszpańsku.

Myślę, że angielski jest trochę oklepany.

Z Charmikiem coraz lepiej nam idzie. Już się do mnie przyzwyczaił. Rży na powitanie tak głośno, że zagłusza Iskrę. Kontakt jest lepszy i mocniejszy [ w sensie, że już odpuszczam wodzami i kieruję łydkami ( robię już wstęp do cordeo) ] Skoki są już bardziej na luzie, już nie żuje wędzidła. Ma bardzo dobry styl skakania , jak pisałam dziadek lonżował go a ja siedziałam na nim na oklep i wykonywałam ćwiczenia na dobry dosiad] . Niedługo startuję z nim  w zawodach w klubie jeździeckim dawnej instruktorki.

CD         (...)      ,, Zimowa Rywalizacja"

                                    Rozdział IX

Tego ranka poziom śniegu podniósł się o jakieś pięć centymetrów.
Lidka szła raźnie do sklepu prowadząc za sobą sarenkę. Sarenka dostała imię Daisy, ponieważ miała jasną sierść i biały ogonek. Imię wybrała Monika z mamą natomiast tata i Lidka zostali jej opiekunami.
-Choć Daisy kupimy dla ciebie bandaż i kocyk.-Zawołała dziewczyna do opierającej się sarny.
Zwierzę było u nich już tydzień, ale dopiero dziś Lidka wyszła z nim na dwór.
Świeże, chłodne powietrze uderzyło Daisy do głowy i po chwili zaczęła robić baranki.
-Haha. Nie wygłupiaj się bo zaraz sobie coś zrobisz.
Na dworze nie było żywej duszy, więc sarna prowadzona przez młodą dziewczynę nie wzbudzała podejrzeń. Noga małej istotki powoli się zrastała. Rodzina była pod wrażeniem, że tak szybko sarna powraca do zdrowia. Znajomy weterynarz wyjaśnił im dlaczego złamania zrastają się tak szybko w przypadku saren, jednak nadal mała Daisy nie wyzdrowiała do końca. Mogła pokonywać krótkie dystanse w ciągu kilku dni.

Po kilku minutach ociągająca się słodka sarenka i zachęcająca ją dziewczyna dotarły do sklepu.


                                      Rozdział X

- Ok mała nie ruszaj się-powiedział tata zawijając bandaż na niewyleczonej jeszcze nodze młodej Daisy.
-Zrobione!-stwierdziła zadowolona Lidka i podeszła do małej by nakarmić ją mlekiem z butelki, które poleciła pan weterynarz .
-Lid zbieraj się zaraz musimy iść do stajni- Monika przywołała do porządku  młodszą siostrę.
-Już, już.!-Przebierając się w pędzie odkrzyknęła Moni.
Nie minęła minuta jak Lidka ubierała czarne, wcześniej oczyszczone z błota i kurzu, buty.
Po następnych kilku sekundach siostry szły obok siebie niosąc swoje torby, w których miały smakołyki na czekające w ciepłych boksach konie.
Droga do stajni zajęła dziewczynom niecałe osiem minut na rozmawianiu i udzielaniu porad, a także o nowym chłopaku Moniki.
-Dlaczego wcześniej mi nie powiedziałaś- oburzyła się Lidka.
-To było wtedy, kiedy zostawiłam ciebie samą.... Pokłóciłam się z Amelią.-wyznała-Ona myślała, że nie będę miała dla niej czasu i jak nie Jesse to Emil, a dla niej nie starczy czasu.
-Pf. Czyli albo ten twój chłopaczek na J albo konie?-Parsknęła młodsza z dziewcząt.
-Mhm .Dokładnie-potwierdziła otwierając drzwi do wypełnionej ciepłym powietrzem, stajni.
Lidka skierowała się do siodlarni odłożyć rzeczy.  W całej stajni było cicho. Co prawda nie było dziś zaplanowanego treningu, a Trio nie przychodziło w soboty do stajni tylko wolało siedzieć w spa lub spędzać czas podrywając chłopaków w nowo otwartej kafejce, ale Maksa nie było nigdzie widać, słychać i czuć.

Dziewczyna zdjęła kurtkę i włożyła o swojej szafki, wyjęła smakołyki z torby i szczotki z małej szafki, a następnie skierowała się do Indi.
-Hej kochana-zawołała gdy tylko klacz wystawiła łeb ponad bramkę i zarżała.
-Jak tam po wczorajszym treningu, dzisiaj sobie poskaczemy, juro pojedziemy  teren, a w poniedziałek wylonżujemy.
Klaczka zarżała.
-Tak tak, a we wtorek będziesz miała wolne-zaśmiała się dziewczyna.
- Nie gadaj tyle tylko czyść już ją, bo trening będziesz zaczynała godzinę później ode mnie-zakpiła Monika..
-Hmmm..... Ja nie wiem co ten Jesse w tobie widzi-odgryzła się Lidka
-Jednak coś widzi!
-O jeny co ja z nią mam- szepnęła do Indii i zaczęła szczotkować jasną sierść kobyłki.
Kiedy India był już oporządzona i osiodłana siostra Moni zarzuciła  jeszcze derkę na grzbiet i nasunęła głębiej toczek.
-Idziesz już?!-zapytała Monikę, która jeszcze dopinała popręg.
-Tak ,już idę.
Dziewczyna złapała za wodze klaczy i ruszyła do drzwi. Monika cmoknęła i również wyprowadziła Emila ze stajni. Dziewczęta pokonały krótki dystans do drzwi dużej, dobrze oświetlonej hali.
Lidka zdjęła wodze z szyi konia i ruszyła ustawić drążki na kłus, Monia natomiast zaczęła ustawiać parkur wysokości L-ki z dwunastu przeszkód. Po upływie piętnastu minut wszystko było gotowe.
Siostry wsiadły na konie i ruszyły żwawym stępem po hali.
Po odpowiednim rozstępowaniu zdjęły polarówki z zadów i powiesiły na stojakach po czym zaczęły kłusować. Lidka prowadziła Indię lekko starając się nie trzymać kontaktu na wodzy.
Emil posłusznie szedł do przodu. Zbierał się i wyciągał na każdy odpowiedni znak jego właścicielki.
Postoje, małe i duże wolty, slalomy, dwu minutowe przejścia o kłusa, zmiany kierunków i przejazdy przez drążki szły coraz lepiej. Po dłuższej rozgrzewce i odpoczynku India zachęcona łydką miękko przeszła w galop na dobrą nogę i wyciągnęła głowę. Emili ruszył później po wydanym sygnale i równo galopował kierowany przez Monikę. Lidka odprężyła się i dała dłuższe wodze co wykorzystała kobyłki i strzeliła kilka baranków. Dziewczyna z trudem utrzymała się na grzbiecie, ale nie zdążyła skrócić wodzy, ponieważ India strzeliła kolejną serię małych baranków i Lidka wylądowała na piachu.
Wypluła małe ziarenka z buzi i powoli wstała.
-Nic ci nie jest?-spytała siostra i zatrzymała konia.
-Nie, nic, ale ty pewnie to wykorzystasz hmm? Pewnie Jesse się uśmieje-rzuciła zezłoszczona Lidka.
Wiedział, że to jej wina lecz wiedziała też, iż Monika zapewne się ucieszyła. Jednak Monia posmutniała i więcej się nie odezwała.
Dziewczyna wdrapała się na siodło i chwilę postępował lecz potem znowu zagalopowała.
Galop nie był już taki jak wcześniej. Lidka się bała, że znowu spadnie choć spadała już sto raz.
India co chwilę przechodziła do kłusa ograniczona nadmiernym trzymaniem dziewczyny.
-Teraz poskaczemy-spokojnie i odpowiednio dobierając słowa rzekła niebieskooka blondynka pozwalając Emilowi zwolnić.
-Ok
Blondynka rzuciła jeszcze jedno spojrzenie na swoją siostrę i najechała na małą kopertę z kłusa.
Lidka zawahała się, ale ruszyła za Moniką. Docisnęła łydki i poprosiła klacz o kłus nadal trzymając ją za pysk. Po kilku skokach brunetka zwolniła ręce lecz nie była do kończ pewna. Monia zeskoczyła na piasek i ustawiła wskazówkę na galop. Po chwili była z powrotem na grzbiecie Emila i galopowała na przeszkodę. Nagle India wyciągnęła wodze z rąk pani i pogalopowała równo za koniem Moniki na przeszkodę. Dziewczyna siedziała jak worek kartofli podskakując i usiłując zwolnić klacz, jednak nie było to takie łatwe. Zaprzestała prób, gdy była już tuż przed przeszkodą lecz India nagle zatrzymała się  i Lidka ponownie całowała piasek.
Monika zeszła z Emila i przywiązała go o barierki, podeszła do siostry i pomogła jej wstać i otrzepać  z piachu.
-Dzięki-wymamrotała niechętnie ciemnowłosa.
Blondynka bez słowa podeszła do kobyłki i wskoczyła na jej wąski grzbiet.
Emil i Lidka patrzyli na nią w osłupieniu, gdy ta zagalopowała na klaczy i skierowała ją na kopertę
trzykrotnie, po czym zatrzymała obok właścicielki klaczy, na której jechała i udzieliła jej porad, ponieważ wiedziała, gdzie kryje się problem.
-Ja się nie boję-zaprzeczyła.
Boisz się, ale to nic strasznego...słuchaj-zaczęła ponownie doradzać swojej siostrze.
-No dobrze-odparła Lidka i podeszła do Indii.
-Ale jak mi pozwolisz to ja wsiądę na Indię, a ty na Emila.
Lidka popatrzyła na nią w osłupieniu, ale się zgodziła.
Emil nic sobie nie robił z tego dopóki nie zobaczył jakim dobrym tak naprawdę jeźdźcem jest Lidka.
India patrzyła zgubiona na swoją panią, która wyglądała na zadowoloną, że wsiada na tego rosłego gniadosza, a nie na nią.

Monika zakłusowała i w narożniku zagalopowała. India galopowała lecz zdezorientowana i zawiedziona.
Przejechały parkur z jedną zrzutką co uspokoiło trochę Lidkę. Nie tylko ona popełnia błędy.
-Teraz ty-Krzyknęła.
-Mhm.
Lidka szturchnęła konia i skierowała go na tor. Emil równomiernie galopował. Lidka czuła się bezpiecznie na jego szerokim grzbiecie i lekko docisnęła łydkę. Pokonali razem bezbłędnie tor w dobrym stylu.
-Super!-zawołała uradowana Monia, a Lidka zadowolony spytała ją czy by mogła pojeźzić na Emilu do końca tej jazdy.
-Oczywiście-od razu zgodziła się Monika.
Lidka odetchnęła z ulgą.
Kolejne przejazdy były coraz lepsze, a uśmiech z twarzy dziewczyn nie znikał w ogóle.

                     
                                  Rozdział XI
Dziewczyna poprawiła derkę na grzbiecie gniadosz i ruszyła za starszą siostrą zamykając drzwi i gasząc światło.
W stajni dziewczyny zamieniły się końmi i oporządziły je w boksach.
India co chwilę szturchała pyskiem Lidkę, ale ta odsuwała ją. Na koniec włożyła klaczce dwie marchewki i jabłko do żłobu.
-Pa India-rzuciła nie oglądając się nawet na klacz i ruszyła do Emila.
Nakarmiła go i przytuliła, a potem razem z Moniką wyszły ze stajni.
Wracając rozmawiały o tym, gdzie mógł być Maks....

........................................................................................................................................................

Emil
India
CDN .

Teraz będę pisać więcej, aby szybciej skończyć książkę i żebyście mieli więcej do czytania.

OK, a teraz lecę do Charma i Felka ... Papa



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz