Ponieważ mnie natchnęło miłego czytania.
. Te pary, to poza jednym przypadkiem – same amazonki. Kobiety! Stąd w ich jeździectwie nie tylko ambicje, ale i ogromne emocje. Konie chodzą lepiej – perfekcyjna pani domu ;) chciałaby jeszcze lepiej. Konie chodzą gorzej – złamane serce matki / ciotki konisia rozbija się na tysiąc kawałków w życiowej tragedii. Tudzież najtrudniejszy przypadek, czyli odpieluszkowe zapalenie mózgu, co w praktyce oznacza takie zafiksowanie na punkcie konia, że jego właścicielka traci kontakt z rzeczywistością. Nie interesuje jej nic poza rumakiem, który niezależnie od tego, czy pracuje dobrze, czy źle, czy jest grzeczny, czy niebezpieczny – jest idealny, doskonały, najmądrzejszy, najlepszy, najważniejszy i wszystko i wszyscy powinni temu przyklaskiwać i POTWIERDZAĆ zachwyty. Ufff…
Jak z takim babińcem (w który włączyć należy niżej podpisaną) można radzić sobie na co dzień?
Na takie moje dictum Marcin odparł, że w jego pracy, w trakcie szkolenia ujeżdżeniowego pary jeździec + koń tak naprawdę najważniejsza jest praca nad charakterem jeźdźca. Jeśli będzie on umiał przezwyciężać własne słabości, panować nad emocjami, świadomie określać własne cele i oczekiwania, starać się dążyć do określonego celu, to tak naprawdę cała reszta pracy jest już prosta.
IMG_0273
No ba! Musimy zatem panować w pierwszej kolejności nie tyle nad koniem, co nad własną głową. A w tej kwestii – wszyscy jesteśmy grzesznikami. W ujeżdżeniu grzechów gnieździ się szczególnie dużo (co oczywiście nie znaczy, że inne dyscypliny są od nich wolne!). Pierwszy z nich, ten najbardziej główny i podstawowy, to grzech ignorancji.
Grzech ignorancji można popełniać na dwa sposoby. Pierwszy z nich wynika z braku wiedzy bądź doświadczenia. Drugi – wręcz przeciwnie, z przekonania o własnej doskonałości i wysokim poziomie umiejętności jeździeckich.
Ignorant nowicjusz zwyczajnie nie wie, co jest w jeździectwie dobre, a co złe, co będzie czarne i co białe. Nie wie, jak wyglądają procesy szkoleniowe, może zatem z niewiedzy niechcący robić wszystko to, czego nie powinien. A ilu z nas ma tak naprawdę komfort pracy z koniem profesorem? Żeby skutecznie uczyć niedoświadczonego konia, trzeba wiedzieć nie tylko, co należy zrobić, ale również kiedy i dlaczego należy to robić. Weźmy sobie chociażby tak podstawową rzecz, jak kontakt. Wsiadamy na niewyszkolonego konia, nabieramy wodze i czujemy opór. Naturalnym i instynktownym ludzkim odruchem jest złapać wszystkie sznurki i ciągnąć tak, żeby ów opór zniknął. My myślimy tak: ciągniemy i jest nieprzyjemnie, więc koń ustąpi, żeby mu było wygodniej. Niestety koń rozumuje w zupełnie inny sposób: oho, ciągną, no cóż, widać takie jest życie, nie jest zbyt wygodnie, skoro trzeba tak ciągnąć. My zakładamy, że koń by uniknąć dyskomfortu zrobi coś w inny sposób, ponieważ wymyśli, że to będzie dla niego łatwiejsze czy bardziej przyjemne. Koń nie myśli abstrakcyjnie, odbiera jedynie status quo: oto nie jest za fajnie, ale jeszcze w granicach tolerancji na dyskomfort (a jeśli nie, to wtedy najpewniej krewki rumak wyrwie nam wodze lub okaże nieposłuszeństwo wierzganiem, wspinaniem, odmową ruchu naprzód czy próbą pozbycia jeźdźca z grzbietu). Czyli albo: jest źle i mogę to znieść, albo jest źle i nie mogę tego znieść. Bez refleksji, że oto powinienem zrobić coś zupełnie innego, a może mój poziom komfortu od tego wzrośnie. Koniowi trzeba pokazać wyraźnie: tu, w tym miejscu, w ten sposób jest źle, ale w tamtym miejscu, w tamten sposób jest dobrze. Tylko absolutnie czytelne wytłumaczenie koniowi stawianego przed nim zadania pozwoli nauczyć go prawidłowych zachowań, działań i odpowiedzi. A prawidłowego kontaktu i przyjęcia wędzidła konia trzeba po prostu nauczyć – żaden się z tym nie rodzi. Ignorant nowicjusz tego wszystkiego nie wie i wprawdzie bez złych intencji, ale zabierając się za pracę z młodym / surowym / niedoświadczonym koniem popełni grzech ignorancji.
recydywista to znacznie trudniejszy przypadek. Taki rodzaj ignorancji dotyczy przeważnie osób, które osiągnęły już jakiś poziom umiejętności. Większość swoich niepowodzeń tłumaczą winą konia, nie potrafią przyznawać się do błędów, porażek, a także do braku pomysłów na rozwiązanie danego problemu. Z uporem brną jedną obraną ścieżką, a wszelkie wątpliwości czy zapytania odbierają jako krytykę swojej osoby (oczywiście sami chętnie krytykują innych). Ignorant recydywista nigdy nie powie „nie wiem”. Niestety bardzo smutny jest fakt, że w naszej rzeczywistości wielu jeźdźców z przewlekłym typem ignorancji staje się trenerami i szkoli konie, lub początkujących jeźdźców :(
Czy można jakoś sprawdzić, czy przypadkiem nie grzeszymy ignorancją?
Jest pewien sposób. Miarą prawidłowego treningu jest rozwój, progres. Jeśli więc jeździsz regularnie, pracując nad sobą i nad koniem, a nie robisz żadnych postępów i cały czas jeździsz „tak samo”, a twój koń nadal chodzi „tak samo”, to niestety ignorancjomierz powinien zacząć bić na alarm. Oczywiście nie można się frustrować, że trening w niedzielę wyglądał tak samo, jak we wtorek, bo proces zmian zachodzi dosyć powoli. Jeśli jednak spojrzysz na swoją jazdę wstecz trzy, sześć czy dwanaście miesięcy temu, to zdecydowanie powinieneś czuć się harder, better, faster, stronger ;)
Największą trudnością grzechu ignorancji jest to, że niezwykle ciężko jest się z niego wydostać. Dzieje się tak dlatego, że ignoranci nie wiedzą, nie rozumieją, że coś jest źle. W wielu przypadkach mają również dobre chęci i naprawdę starają się, chcąc dla swojego konia jak najlepiej.
Lekarstwem na ignorancję jest tylko jedno – wiedza. Po pierwsze na temat samego konia, jego potrzeb, budowy, reakcji, działania końskiego ciała. Po drugie na temat treningu – czyli po kolei wiedza o dosiadzie i oddziaływaniu jeźdźca (musisz wiedzieć, czy jakieś niepożądane zachowania konia nie są spowodowane błędami jeźdźca!), prawidłowości chodów i elementów, skali szkoleniowej treningu, gamie ćwiczeń jakie może wykonywać koń oraz o mankamentach i słabych stronach naszego wierzchowca. To wszystko rozwija świadomość jeździecką, czucie, intuicję i na końcu ten „koński zmysł”, który posiadają naprawdę dobrzy jeźdźcy.
PS. Zapraszam was na naszą stronę na fejsie. Horsey-blog

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz